|
blog Przemka Jedleckiego, dziennikarza Gazety Wyborczej w Katowicach
czwartek, 12 listopada 2009
Drożeją bilety KZK GOP
Kilka dni temu pisałem, że prezydenci nie chcą wykładać większych pieniędzy na utrzymanie KZK GOP. To oznacza, że grozi na podwyżka biletów, ale urzędnicy bali się to przyznać oficjalnie. Okazuje się, że za oszczędności prezydentów zapłacimy my http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,7248795,Bilety_w_autobusach_i_tramwajach_zdrozeja_od_kwietnia.html
środa, 11 listopada 2009
Prezydenci skąpią na komunikację
Niektórzy prezydenci już zdążyli się pochwalić, że udało im się przyblokować finansowe plany KZK GOP na przyszły rok. Związek utrzymuje komunikację w regionie za blisko 500 mln zł rocznie. Połowa tej kwoty pochodzi z biletów, połowa z dopłat gmin. W lutym miasta uzgodniły, że tegoroczne dopłaty sięgną 240 mln zł. W przyszłym roku pieniędzy trzeba będzie więcej. Drożeją bowiem usługi przewoźników, którym KZK GOP zleca obsługę tras. Przewoźnicy muszą zapłacić za paliwo, zatrudniać kierowców, wymienić sypiący się tabor. Pieniędzy trzeba też na nowe linie autobusowe. KZK GOP chciał, żeby w przyszłym roku miasta zapłaciły średnio o 7-8 proc. więcej niż w tym roku. Dla niektórych miast oznacza to wydanie więcej nawet o ponad milion złotych. Nie wszyscy chcą się na to zgodzić. - Mamy własne wydatki, jest kryzys, spadają wpływy z podatków, nie mamy - narzekają samorządowcy i zapowiadają, że na żądania KZK GOP się nie zgodzą. Jeden z prezydentów przyznaje, że podwyżkę opłat już udało się zbić do ok. 4 proc. a może będzie jeszcze mniejsza. To poziom inflacji, czyli tak naprawdę o większych wydatkach na komunikację mowy nie ma. Co to oznacza? W KZK GOP nikt jeszcze oficjalnie tego nie przyzna, ale może się skończyć tym, że jedynym sensownym wyjściem będzie sięgnięcie do kieszeni pasażerów. No bo skąd wziąć pieniądze, skoro prezydenci płacić więcej nie chcą? Tylko od mieszkańców. I tu dochodzimy do absurdu. Jeżeli bilety będą droższe, to albo mniej osób będzie jeździć komunikacją miejską, albo mniej osób będzie kasować bilety. Zła komunikacja spowoduje też, że coraz więcej osób wybierze własny samochód. Efekt potrafi przewidzieć nawet dziecko. Dochody KZK GOP mogą spaść, a ten za rok albo za dwa zażąda od prezydentów jeszcze więcej. Niechęć prezydentów do większych wydatków na komunikację dziwi. Sprawna komunikacja miejska to symbol nowoczesnych metropolii. W wielu europejskich miastach, czyste autobusy i tramwaje to norma. Pasażerowie są też pewni, że jeśli stoją na przystanku to autobus przyjedzie o czasie. Ba, w dodatku w wielu miastach sprawdziły się centra przesiadkowe, są też specjalne pasy dla autobusów, tak by te omijały korki. W Polsce tego typu myślenie dopiero raczkuje (w Warszawie dopiero co pojawiły się „busopasy"), w naszej metropolii na palcach jednej ręki można policzyć samorządowców, którzy rozumieją czym powinna być komunikacja i tak jak na przykład prezydent Tychów na własną rękę dogadują się z koleją by wprowadzić wspólny bilet. KZK GOP, rządzony przecież przez prezydentów i burmistrzów. ciągle tylko o tym rozmawia. Ciągle też na papierze są centra przesiadkowe, o których budowę w miastach KZK GOP w interesie pasażerów powinien upominać się każdego dnia. Jestem jednak pewny, że KZK GOP, którym kieruje były prezydent Zabrza, ustąpi swoim kolegom. Zapłacą za to pasażerowie.
wtorek, 03 listopada 2009
Katowice staną w korku
Rozpoczyna się remont ulicy Mikołowskiej w Katowicach. Z tego powodu władzom Katowic należy pogratulować dobrego samopoczucia. Zmuszają nas do sterczenia w korkach, a miejscy urzędnicy z uśmiechem tłumaczą, że dziury przecież trzeba jakoś załatać i najpierw musi być gorzej, żeby potem było lepiej. Szkoda tylko, że tego lepiej jakoś w Katowicach nie widać. Zamiast uporać się z koniecznymi remontami latem, kiedy korki były mniejsze, a pogoda sprzyjała robotnikom, katowiccy drogowcy do prac zabierają się teraz. Już widzę jak szefostwo MZUiM każdego dnia śledzi nerwowo prognozę pogody i trzyma kciuki za dodatnią temperaturę, by położyć asfalt. Prezydent Katowic powiedział niedawno, że trochę się na zarządzaniu miastem zna. Szkoda, że nie na tyle, by wiedzieć kiedy robić remonty dróg.
środa, 07 października 2009
IBM nie chce Katowic
IBM otworzy ogromne centrum informatyczno-usługowe we Wrocławiu. Będzie to największa inwestycja informatyczna w tej części Europy w ostatnim dwudziestoleciu. To we Wrocławiu staną ogromne serwownie, a pracownicy IBM będą obsługiwać nie tylko macierzysty koncern, ale również świadczyć usługi informatyczne, księgowe i finansowe dla innych firm. Pracę tu znajdzie co najmniej 3 tys. osób. Z Wrocławiem o względy IBM konkurowały Katowice. Ten wyścig przegrały. To porażka prezydenta Katowic Piotra Uszoka i jego współpracowników. Pozostaje tylko nadzieja, że władze miasta wyciągną wnioski z tej porażki. To także nauka dla miejskich urzędników. Zamiast jeździć do Denver w poszukiwaniu inwestorów z branży IT, powinni raczej udać się w podróż do oddalonego o 180 kilometrów Wrocławia i tam podpatrzeć jak promować miasto i kusić inwestorów. Przy okazji niech zabiorą od swoich kolegów tabelki z wydatkami na promocję Wrocławia i pokażą je swojemu szefowi. Może uda im się go przekonać, że w poczucie bycia metropolią trzeba sporo zainwestować. PS. Wczoraj jeden z urzędników Piotra Uszoka podzielił się ze mną pretensjami, co do tego, że IBM zlekceważył tak wspaniałe miejsce jak Katowice. Wniosek z tego, taki że na refleksję nad tą porażką nie ma co liczyć.
piątek, 02 października 2009
Przepis na Katowice
Dziś w Gazecie zaprezentowaliśmy przepis na Katowice. Szczegóły na www.katowice.gazeta.pl Mam nadzieję, że władze Katpowic podchwycą ten pomysł. Dlaczego? To proste. Stolica naszego regionu potrzebuje rewolucji, która zmieni całe miasto, a nie tylko pojedyncze ulice. Wydaje się, że jedynym ratunkiem dla Katowic jest przykrycie torów kolejowych i odzyskanie dla mieszkańców ogromnej przestrzeni 6 sierpnia 1847 roku na stację kolejową w Katowicach wtoczył się pierwszy pociąg. Dzięki linii kolejowej miasto zaczęło się szybko rozwijać. Kolej przez lata niosła cywilizację i wokół niej koncentrowało się życie Katowic. Niespełna sto lat temu w budynku dworca działała elegancka restauracja, w której spotykała się elita miasta. Z czasem tory stały się trudną do przebycia przeszkodą. Rozerwały miasto na pół, sparaliżowały je i zdusiły. Kolejni budowniczowie dodawali nowe nitki torów, pogłębiając katastrofę. Jeśli nie zrobimy nic, by miasto mogło odetchnąć, udusimy się razem z nim. Tory kolejowe muszą zniknąć z centrum Katowic. najlepiej wkopać je pod ziemię, niech pociągi jeżdżą tunelem. Nowa przestrzeń, którą miasto odzyska, da nam nowy impuls dla rozwoju. To projekt zmiany dla naszego pokolenia. Musimy się tym zająć dla dobra naszych dzieci i wnuków. Miasto stara się dzisiaj zmieniać kolejne uliczki. Ma nawet wielki plan modernizacji Alei Korfantego i rynku. Ale ta przebudowa nie zmieni Katowic! Zyskamy tylko być może kilka nowych budynków w centrum. To tory, które rozdzieliły miasto są przyczyną jego choroby. Po raz pierwszy pomysł schowania pociągów w tunelu pojawił się w 2005 roku przy okazji konkursu na przebudowę Dworcowej i Mariackiej. Zapronowali go architekci Ewa i Henryk Piątek, Anita Langer i Magdalena Piątek z katowickiej pracowni Archidea. Władzom miasta pomysł nie przypadł jednak do gustu. Tymczasem ten plan, gdyby konsekwentnie wprowadzano go w życie, jest ogromną szansą dla miasta. To całościowa wizja, która mówi o tym, gdzie powinny stanąć nowe budynki, gdzie powstaną nowe place, jak będziemy poruszać się po centrum, jak zorganizować ruch samochodów i komunikację miejską. Architekci wskazują wreszcie gdzie powinien stanąć nowy dworzec PKP i jakie funkcje powinien pełnić stary (bo wcale nie trzeba go burzyć). Czy ta wizja to bajka? Będzie nią, jeśli ja od razu skreślimy, stwierdzimy, że jest nierealna, nie da się jej zrealizować. Stracimy wtedy szansę na zbudowanie przyjaznego miejsca do życia dla naszych nastepców. Inni już to robią. W Łodzi trwa projekt o nazwie Nowe Centrum. Jego elementem jest budowa podziemnego dworca Łódź Fabryczna, który w przyszłości będzie połączony tunelem z Łodzią Kaliską. Miasto odzyska aż 90 hektarów terenów, na których wyrośnie nowe centrum miasta. To prawda, że zgoda na realizację wizji przebudowy Katowic według architektów z Archidei będzie na pewno kosztowna, ale nie jest to ciężar niemożliwy do uniesienia. Jeśli się uda, korzyści dla miasta i jego mieszkańców nie da się zmierzyć. Czy warto? Moim zdaniem, tak.
wtorek, 15 września 2009
Katowice przegrały
Katowice przegrały wyścig o prestiżową inwestycję. Szczegóły tutaj: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,7033716,Wroclaw__IBM_zatrudni_3_tys__osob_po_studiach.html
Kolejny sukces Wrocławia. Co na to władze Katowic? Na razie milczą i tak pewnie zostanie.
czwartek, 10 września 2009
Finał koszykarskich mistrzostw to wielkie wydarzenie dla Katowic. Możemy być z tego dumni. Ale z drugiej strony jasno widać, że przygotowania miasta do podjęcia tysięcy gości wypadają jednak dość bladu w porównaniu z rangą jaką nadano imprezie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ktoś w magistracie uznał, że kibice gdy już wyjdą ze Spodka to albo od razu zechcą jechać do domów, albo w najlepszym wypadku skoczą na piwo. - Mecze się odbyły, Spodek znowu zdał egzamin. Mamy sukces - mogą 21 września pomyśleć urzędnicy przeglądając sportowe relacje z Katowic. A przecież decyzja o mistrzostwach w Katowicach nie zapadła wczoraj. Był czas na to, żeby wokół Spodka było więcej atrakcji niż zapewnione przez jeden z browarów piwo. O koncertach, występach, czy nawet wyświetlaniu na telebimach filmach związanych z koszykówką można było pomyśleć wcześniej. Katowice powinno być stać na lepszą ofertę dla swoich gości niż piwo w plastikowym kubku. W końcu chcą być miastem wielkich wydarzeń.
poniedziałek, 07 września 2009
Poseł mówi co chce
W życiu każdego parlamentarzysty są takie chwile, gdy z trybuny sejmowej może mówić co chce i o czym chce. Rekordzistą jest poseł PiS Waldemar Andzel. Oświadczenia poselskie to raj dla każdego parlamentarzysty. Pod koniec posiedzenia posłowie mogą zabrać głos i wypowiedzieć się na każdy temat. Porządek obrad sprawia, że zwykle oświadczenie są wygłaszane późnym wieczorem, a nawet w nocy. Z tego też powodu sala sejmowa świeci wtedy pustkami, a o wypowiedziach posłów mało kto pamięta. Czasem jest wręcz odwrotnie tak jak w przypadku Artura Górskiego z PiS, który podzielił się z trybuny swoimi wrażeniami o wyborze Baracka Obamy na stanowisko prezydenta. - Już niedługo Ameryka zapłaci wysoką cenę za ten grymas demokracji. Jak powiedział mój klubowy kolega poseł Stanisław Pięta, Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka. Oby się mylił - mówił Górski.
Siedlaczek mówił np. o Janie Pawle II, cytował fragmenty wiersza Józefa von Eichendorffa, przekonywał, że znajomość rodzinnych stron jest ważna i że minęły już czasy, gdy Ślązacy mieli oficjalnie tylko jedną tradycję proletariacką. Choć posłowie się starają to do wyniku Andzela im wciąż daleko. Andzel skupia się przede wszystkim na wszelkiego rodzaju rocznicach. I to niekoniecznie okrągłych. Było więc np. o 259. rocznicy urodzin Hugona Kołłątaja., 153. rocznicy urodzin Wojciecha Horacego Kossaka, czy 63. rocznicy powstania ONZ.
wtorek, 28 lipca 2009
Pełnomocnik ds. rocznic
Platforma 16 sierpnia przypomni o wybuchu I Powstania Śląskiego. Chciałoby się temu przyklasnąć, ponieważ każda okazja by przypominać o historii Górnego Śląska jest dobra. Szkoda tylko, że na to wszystko nakłada się cień partyjniactwa i politycznej rywalizacji z PiS. W ten sposób PO naraża się na taki sam zarzut jaki zasłużenie kierowano pod adresem PiS, czyli wykorzystywanie historii w bieżącej polityce. Dlatego, choć dobrze, że PO chce pokazywać historię regionu, to mogła sobie darować oficjalne powoływanie specjalnego pełnomocnika. Znam wiele osób, które wyjątkowo niemile wspominają, jak jeszcze 20 lat temu partyjni aparatczycy ustalali jak mają wyglądać państwowe święta. Tu o skojarzenia jest zbyt łatwo i nawet najlepsze intencje nie usuną wszystkich wątpliwości. Tym bardziej, że pełnomocnik ds. rocznicy nawet bez tej oficjalnej łatki też na pewno zaproponowałby dobry plan obchodów, w dodatku przy okazji nie musiałby zastanawiać czy posługując się partyjnym szyldem zniechęci kogoś do współpracy, czy nie.
czwartek, 23 lipca 2009
Zagadka w sprawie dworca PKP
Dziś PKP i Neinver zaprezentowały plan przebudowy placu Szewczyka i hali głównej dworca PKP w Katowicach. Celowo nie piszę, że pokazano plan przebudowy dworca PKP, bo jak to ujęła jedna z pracownic Neinvera mamy do czynienia z planem..zabudowy dworca. Ale nie o tym. Przy okazji zapytałem Pana prezydenta Piotra Uszoka, czym jego zdaniem, różni się projekt Neinvera od tego co ładnych parę lat temu chciał zrobić z dworcem ING Real Estate. Od razu zaznaczam, że nie mam na myśli architektury. Czym? Ano tym, że i tak powstałyby tu obiekty komercyjne, ale gdyby prezydent odważył się wtedy wejść do spółki z ING i PKP dworzec dawno byłby przebudowany i Uszok miałby na koncie sukces. A tak musi robić dobrą minę do złej gry i stawać na uszach, by wymusić korzystne dla miasta rozwiązania komunikacyjne w tym miejscu. Dziś to co proponuje Neinver miastu nie odpowiada i prezydent ma twardy orzech do zgryzienia: jak nie wystraszyć inwestora i jednocześnie nie zakorkować miasta na wiele lat... PS. Do dziś nie rozumiem, dlaczego prezydent bał sie wejść do spółki z Holendrami...Wiem, ze ma awersję do firm zarejestrowanych na Cyprze, ale tu powód musi być inny. Asekuranctwo? Brak wizji? Czy po prostu zachowawczość? A może bał się, że inwestor zostawi go z rozgrzebanym placem budowy? I czy biorąc pod uwagę renomę ING prezydent miał powody do strachu? Chyba nie.
|
Archiwum
Zakładki:
Warto zajrzeć
|